Sprzedawcy lokomotyw

Peter "Crash" Kytes stał przed holowystawą sklepową przedstawiającą najnowsze walktele i doskonalsze od nich nadgarstkowe omniki. Szczerze mówiąc, nie bardzo wiedziałem, dlaczego go interesują. Moc obliczeniowa jego motomba wielokrotnie przewyższała te zabawki. Może powodowało nim przyzwyczajenie z czasów, kiedy posiadał ciało?
Przysiadłem na ławce obok fontanny i wciągnąłem w nozdrza poranny zapach Warsaw City: ulotny powiew czystości i ledwie wyczuwalną nutę sosnowych olejków eterycznych. Czy wolność objawia się tym, że człowiek może bez strachu zagłębić się w nastroju chwili? Jeśli tak, to w tym momencie byłem nieskończenie wolny. Mimowolnie uśmiechnąłem się do losu i tajemnic, które skrywała przyszłość. Moje policzki owiało chłodne powietrze i przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że było to muśnięcie skrzydeł aniołów. Poprawka. Anielic.
Odemknąłem oczy. Nieopodal przystanęły dwie panie z pieskami. Przyglądały się bacznie mojemu towarzyszowi.
- Co za monstrum! - szepnęła niższa brunetka.
- Budzi lęk, prawda? - wyższa choć nie szczuplejsza blondynka skinęła głową.
- Oczywiście ja wiem, że to zwykły człowiek, ale wie pani, co on potrafi? - niższa rozmówczyni ubrana w popielaty kostium ściszyła konfidencjonalnie ton. - Prześwietlić!
Blondynka wytrzeszczyła oczy:
- Chce pani powiedzieć, że on nas widzi bez ubrania?
- Żeby tylko! - brunetka zacisnęła usta i znacząco przymknęła oczy.
Podniosłem się z ławki prostując zastałe kości i lekko napiąłem rozleniwione mięśnie. Rozejrzałem się dookoła poszukując cienia seraficznych skrzydeł, lecz nie dostrzegłem ich konturu ani w puchu wysokich altocumulusów, ani w neogotyckich kształtach pobliskich budowli. Wiedziałem, że ich wzór gdzieś się ukrywa, tylko jeszcze nie potrafię go dostrzec. W końcu jakże mogłoby być inaczej? Westchnąłem nostalgicznie, przetarłem oczy, wyrównałem fałdy płaszcza i podszedłem do rozmówczyń szczerząc zęby w jowialnym uśmiechu.
- Nie mogłem się oprzeć by nie podsłuchać tej interesującej konwersacji. - Ukłoniłem się. - Panie pozwolą, że się przedstawię, Torkil Aymore.
Po ich twarzach przegalopował rumieniec
- Ten z virtuality show?
- Ten sam. - Chrząknąłem. - Tamten droid - wskazałem Pete'a - to mój przyjaciel.
Dałem im chwilę na przetrawienie informacji. Niepewnie się poruszyły. Zostały wszak przyłapane na plotkowaniu.
- Pragnę zapewnić - podjąłem - że nie potrafi zobaczyć pań nagich, jeśli o to się boicie.
- Jak to? A te wszystkie promienie? - brunetka nie dawała za wygraną.
A to ci tupet. I to ma być słaba płeć? Obgadują Bogu ducha winnego człowieka i jeszcze skruchy nie okazują! Zerknąłem na niego. Naprawdę tak go interesowały te omniki, czy udawał, że nas nie słyszy? Przełknąłem ślinę i skupiłem się na temacie.
- Może ich użyć, by zobaczyć, czy panie są zdrowe, czyli przeprowadzić coś w rodzaju skanu medycznego - ciągle się uśmiechałem. - Ale nie jest w stanie tak po prostu zdjąć kiecki.
- E, zalewasz pan. Dzisiaj wszystko jest możliwe - niższa pani najwyraźniej nie zamierzała ustąpić bez walki.
Zdumiała mnie myśl, że... może i miała rację! Z drugiej strony nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że po prostu chciała być podglądana.
- Zastanówmy się - przerwałem rozmyślania. - Pete rzeczywiście może używać fal, które przechodzą z niejednakową sprawnością przez różne rodzaje materii, a skoro tak, to być może jest w stanie dokonać trójwymiarowej rekonstrukcji poszczególnych warstw...
- Ha! A widzi pan? - brunetka mrugnęła do towarzyszki.
- Czyli teoretycznie może ujrzeć wasz nagi obraz.
- Zboczeniec! - zatrwożyła się blondynka.
- Lecz trzeba zaznaczyć - wyciągnąłem rękę w uspokajającym geście - że taka projekcja, pozbawiona światłocienia, połysku i koloru skóry, wszak pod ubraniem jest ciemno, nie jest już tym samym, co widok golasa, to raczej rzeźba...
- Co pan powie - brunetka krzywo się uśmiechnęła.
- Rodzaj odtworzenia - tłumaczyłem. - Gdyby miał zdolność dodania źródła światła, generacji barwy i lśnienia, mógłby nadać obrazom pozór realności...
- Czyli jednak - stuknęła obcasem w chodnik ciesząc się zwycięstwem.
- Ale gdyby mógł to zrobić, oznaczałoby, że jest przenośnym studiem animacji cyfrowej, nie tylko człowiekiem w zbroi - rozłożyłem ręce.
- Ja tam w to wierzę. Nie ma rzeczy niemożliwych. A ten jego strój to Doom. Najdroższy - oceniła okiem znawcy.
Uniosłem brwi.
- Mój syn się fascynuje - wyjaśniła.
- Jeszcze coś przyszło mi do głowy - wtrąciłem.
- Tak?
- Panie z pewnością mają na sobie bieliznę?
- No wie pan?! - blondynka się spłoniła.
- Standardowe figi, biustonosze, coś jeszcze? - wypytywanie o części garderoby sprawiło mi jakąś perwersyjną przyjemność.
Brunetka zarumieniła się.
- Pończochy...
- A właśnie. Tak więc, nawet jeśli Petowi udałoby się panie, jak to określacie, rozebrać, na figurach waszych ciał pozostałyby dziwnie wyglądające odciski staników, zagniotki od majteczek, niezbyt zachęcający widok, nieprawdaż?
Zalały się wściekłą czerwienią.
- Jak pan może?! - wychrypiała brunetka, chwyciła drugą pod łokieć i pociągnęła za sobą.
- A dla pana informacji - rzuciła przez ramię wciąż zgrubiałym głosem - biobielizna nie wrzyna się w ciało. - Potrząsneła głową dodając sobie animuszu. - Gratuluję starożytnych galotów!
Uśmiechnąłem się półgębkiem, podziwiając przyciężkie figury.
- Jakieś dwadzieścia kilo mniej i byłyby z was całkiem ponętne amazonki...
- Co tam mruczysz? - podszedł Pete. Jego stalowa głowa wisiała pół metra nad moją.
Zawsze uważałem, że szanujący się gamedec powinien mieć sto osiemdziesiąt pięć centrymetrów wzrostu, nie sto osiemdziesiąt.
- A nic. Potrafisz je prześwietlić?
Skierował detektory na oddalające się kobiety.
- Tych nie zeskanuję nawet za pieniądze.
- A z innymi to robisz? - wytrzeszczyłem oczy.
- Żebyś widział moją kolekcję...
Stłumiłem komentarz, bo w tym momencie zobaczyłem anielicę. Unosiła się na szerokich skrzydłach niedaleko śnieżnej mieszkalnej wieży i obdarzała mnie życzliwym uśmiechem. Od jej ciała rozchodziły się we wszystkich kierunkach promienie, jakby była istotą z czwartego wymiaru, która z trudem się mieści w naszym płaskim trójwymiarowym świecie. I wtedy cała historia z paniami wydała się nieistotna.
- Pete? - wychrypiałem po dłuższej pauzie.
- Hm?
- Znasz dobrego psychiatrę?

Grafika: Marcin Przybyłek, Marcin Jakubowski, Marek Okoń, Robert Letkiewicz.
Wykorzystano grafiki Tomasza Piorunowskiego, Marcina Trojanowskiego i Tomasza Marońskiego.
Webmasterzy: Lafcadio, wiesniak
Zaginiona Biblioteka Valkiria Network: Lepsza Rzeczywistość Tawerna RPG Kawerna Kroniki Fallathanu - Najlepszy MMORPG Tekstowy Tomb Raider Center superNOWA Zakon Assassin's Creed Gram.pl GrajWGry Bruno Grigori video game walkthrough Game-No1 Keno Szósty sposób - blog Andrzeja Zimniaka Wawrzyniec Podrzucki
Strona po polsku   Site in english